Artykuły

Józefa Miszczyk wspomina ojca...

Wzruszające wydarzenie miało miejsce podczas środowych uroczystości z okazji 71. rocznicy bitwy o Skalbmierz. Na tą uroczystość jak co roku przyjechała córka Józefa Pajączka poległego w tej bitwie. Józefa Miszczyk z domu Pajączek urodzona w Chruszczynie Małej powiecie kazimierskim od siedemnastego roku życia zamieszkuje w Krakowie. Pracowała w szkole podstawowej jako nauczycielka, a przez wiele lat była dyrektorem szkoły do której uczęszczało ponad 1200 uczniów. Obecnie jest na emeryturze.

Józefa Miszczyk z domu Pajączek i Zdzisław Kuliś podczas czytania wiersza (fot. ze zbiorów Zdzisława Kulisia)



Józefa Miszczyk z domu Pajączek, córka Józefa i Heleny ur. 16 IV 1945 r. w Chruszczynie Małej o swoim ojcu pisze tak:

Ojciec Józef Pajączek, absolwent rybnickiego Gimnazjum, po zdaniu matury, ratując się jako nieliczny z rodziny przed aresztowaniem przez Niemców i wywozem do obozów niemieckich, ucieka do swojego kolegi gimnazjalnego z ławy szkolnej Stanisława Lutego z Topoli. Upatrując w ucieczce szansy ocalenia, ukrywa się u rodziców kolegi w Chruszczynie Wielkiej. Pilnuje ogrodu i pomaga w gospodarstwie. Ponieważ zna dobrze język niemiecki zostaje zatrudniony jako tłumacz języka w gminie Nagorzany (obecnie Wielgus).

Tam poznaje moją mamę Helenę z d. Cieśla, absolwentkę Szkoły Handlowej w Krakowie, przy ul. Szlak 5, pracującą w tejże gminie jako referent finansowy. W lutym 1944 r. zawierają związek małżeński w kościele parafialnym w Gorzkowie.

Ojciec ukończył konspiracyjną Szkołę Podchorążych. Działa w konspiracji jako partyzant i żołnierz AK 106 DP Inspektoratu "Maria" w Krakowie pod pseudonimem Lemis. Jako kapral podchorąży trafia do nowotworzonego oddziału dyspozycyjnego II Batalionu 120 pp. AK, "Szturmówki" pod dowództwem ppor. Franciszka Kozłowskiego ps. Brzoza II.

Młody i odważny patriota, pochodzący z rodziny powstańców śląskich. Siostrzeniec komendanta Alfonsa Zgrzebnioka, pseudonim Rakoczy, bohatera powstań śląskich, dowódcy I i II Powstania Śląskiego. Jednego z czołowych przywódców ruchu narodowo-wyzwoleńczego na Górnym Śląsku, który wraz ludem śląskim sprawił, że część piastowskich ziem powróciła do macierzy.

Do aktywnych członków powstańców śląskich zweryfikowanych przez Związek Powstańców Śląskich należeli rodzice Ojca, którzy narażając swoje życie przewozili nielegalną prasę, kolportowali ulotki. Dziadek będąc kierownikiem pociągu wiedział, gdzie są bezpieczne skrytki i schowki, tym samym wspomagał babcię jako kurierkę w działaniu, chroniąc Jej życie.

Babcia prasę dostarczała nawet do Rzymu. Z te rodziny pochodzi ks. bp Gerard Kusz, siostrzeniec Alfonsa Zgrzebnioka, brat cioteczny mojego ojca, pracujący jako bp pomocniczy od 1985 r. początkowo w Diecezji Opolskiej, a od 1992 r. w Diecezji Gliwickiej.

O tym, że ojciec działa w partyzantce nie wiedziała moja Mama. Wiadomość o śmierci ojca całkowicie ją zaskoczyła i bardzo boleśnie dotknęła całą Rodzinę. Tato zapłacił najwyższą cenę. Zginął w Skalbmierzu 5 sierpnia 1944 r. w obronie miasta Skalbmierza z rąk hitlerowskich oprawców, przed którymi uciekł z rodzinnego Rybnika.

Pogrzeb na cmentarzu parafialnym w Gorzkowie odbył się późną nocą, 7 sierpnia 1944 r. w pełnej konspiracji.

Prawie 9 miesięcy później 16 kwietnia 1945 roku pojawiłam się na świecie ja, Jego córka. Jak mówiono o mnie w rodzinie - pogrobowiec. Od najmłodszych lat zostałam wychowana w atmosferze szacunku do uczciwej pracy, która jako jedyna mogła mi dać prawdziwą satysfakcję. Wpojone słowa i czyny przez dwie ukochane mi osoby: mamę i babcię zaprocentowały w moim późniejszym, dorosłym życiu.


delegacja Koła SŻAK z Kazimierzy Wielkiej składa kwiaty przed pomnikiem, w środku Józefa Miszczyk z domu Pajączek
(fot. Zdzisław Kuliś)


Na tą okoliczność Zdzisław Kuliś kazimierski poeta regionalista i fotografik napisał wzruszający wiersz pt. O losie czegoś mnie pokarał, w którym pokazuje losy córki poległego w bitwie o Skalbmierz Józefa Pajączka, pseudonim Lemis, urodzonej już po jego śmierci. Zdzisław Kuliś wiersz zadedykował Józefie Miszczyk z domu Pajączek, która jest jego młodszą koleżanką ze szkolnych młodzieńczych lat i zaprezentowali go wspólnie wiernym podczas uroczystej mszy świętej, którą odprawił ksiądz kanonik Marian Fatyga proboszcz Skalbmierskiej parafii w dniu 5 sierpnia za poległych w Skalbmierzu. Wiersz wywołał zaskoczenie wśród wiernych, był on miłą niespodzianką, po mszy wiele osób nie kryjąc zadowolenia składało im gratulacje przed przemarszem na cmentarz.

 
Ewelina Adamska   
źródło: Internetowy Kurier Proszowicki

 

O losie czegoś mnie pokarał
O losie okrutny czegoś mnie pokarał?
Jeszcze w łonie matki zostałam sierotą.
I chociażby człowiek najbardziej się starał
Zwykłego kamienia nie zamieni w złoto.

I za co niebiosa tak mnie ukarały?
Od pierwszego dnia życia, oddechu pierwszego.
Ojcowskiego ciepła poczuć mi nie dały,
Nie dały rączkami dotknąć ciała jego.

Nie dały potargać za jego czuprynę
Swymi rączętami jak to dzieci czynią.
Na kogóż mam zrzucać za to wszystko winę?
Na kogóż? Czy Boga mam obciążać winą?

Że mój ojciec nigdy nie chodził na wywiadówki.
Nie poprowadził do pierwszej Komunii Świętej.
Nie pogładził rękami mojej małej główki
Za dobre cenzurki córki dość pojętnej.

Że zawsze brak mi było ojcowskiego męstwa,
Bo przecież drogi usłanej różami nie miałam.
Nie udzielił także ojcowskiego błogosławieństwa,
Kiedy w związek małżeński wstępowałam.

Czy mam obwiniać miasteczko czarnym dymem spowite,
Gdzie paliły się domy i dobytek mieszkańców?
A krzyki ludności i wrzaski dzieci niesamowite
Nie wzruszały niemieckich oprawców.

Gdzie huki wystrzałów karabinowych
Zagłuszały ludzi błagalne wołanie.
Gdzie w odwecie wielu chłopców do walki gotowych
W obronie miasteczka do bitwy powstanie.

A wśród nich odważny mężczyzna,
Dzielny i nieprzeciętnej urody,
Któremu bliskie było słowo "Ojczyzna",
A przecież był bardzo młody.

Zginął w wieku dwudziestu dwu lat,
Zostawiając smutek żonie niedawno poślubionej.
Nawet nie widział żegnając ten Świat
Córki dopiero za kilka miesięcy urodzonej.

Piątego sierpnia 1944 roku
Poległ w bitwie o wyzwolenie Skalbmierza,
Gdzie wojska hitlerowskie mordowały wokół
Ludność cywilną i Polskiego żołnierza.

Zginął, lecz pamięć po Nim pozostała.
Józef Pajączek. "Lemis" pseudonim jego.
Imię po ojcu córka otrzymała,
A historia już oceniła tej tragedii winnego.

Wiersz ten dedykuję Józefie Miszczyk z domu Pajączek, mojej koleżance ze szkolnych młodzieńczych lat, z którą przemierzaliśmy ten sam korytarz, te same sale lekcyjne, to samo boisko sportowe, z którego codziennie maszerowaliśmy gęsiego do klas po rannym apelu w Szkole Podstawowej w Wielgusie, której kierownikiem był niezapomniany przeze mnie Jan Maniak.

Zdzisław Kuliś; Donosy k/ Kazimierzy Wielkiej; 5 sierpnia 2015 roku

Dodaj komentarz


 

Patronaty medialne Regionalnych Obchodów 70. Rocznicy...: